Jak zapewne ludzie śledzący mnie na Blipie wiedzą, jakiś czas temu jeszcze przed przeprowadzką kupiłem sobie tablet firmy polskiej GoClever. Jest to oczywiście brandowany aPad, ale chodziło mi o polską gwarancję i serwis bez wysyłania za morza i oceany. Postanowiłem w końcu napisać krótką recenzję.
W tym miejscu pragnę gorąco pozdrowić firmę KurtMedia, która nie tylko sprzedała mi lekko uszkodzony (ale używalny) model, ale także nie przyjęła mojego zwrotu (na szczęście serwis firmy GoClever nie miał takich problemów) i bezczelnie wystawiła mi kłamliwy komentarz na Allegro. Bezczelność, łganie w żywe oczy i beznadziejne podejście do klienta, szczerze odradzam jakichkolwiek zakupów od tego potworka.
Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy to dużo przycisków. Trochę śmiesznie dużo - od lewej strony: wyłącznik, głośność, przycisk menu, przycisk home i wyłącznik fizyczny wifi. Czarny przycisk skopiowany od iPada pełni rolę 'back' i sprawdza się nawet nieźle. Ekran jest dość duży, przeciętnej jakości, rezystancyjny jak we wszystkich tanich tabletach. Upchnęli też rysik, który właściwie się nigdy nie przydaje. Dwa głośniki umieszczone razem z przyciskami są zdecydowanie za ciche.
Poza tym tablecik jest dość ciężki. Wrzucony moduł ethernet nie ułatwia sprawy, bo wybrzusza tył obudowy i na pewno swoje waży. W tablecie zamontowano dwa porty USB w trybie host, więc odpada podłączenie go do komputera w ten sposób. Poza tym jest też port HDMI (kompletnie zbędny) i właśnie wejście kablowe ethernet. Na dole jest też przycisk reset na wypadek gdyby system trochę nie wytrzymał natężenia.
Wspominałem już, że ekran jest dość przeciętnej jakości. Kąt widzenia nie jest zbyt wielki, ale po sprzęcie za 600 zł ciężko się spodziewać cudów. Do czytania książek czy przeglądania internetu wystarcza w sam raz. Denerwujący jest poziom nacisku, ponieważ niektóre czynności jak przesuwanie elementów potrafią być frustrujące.
Uszkodzeniem, o którym wspominałem wyżej jest "odklejający się" ekran. Jest to popularna wada chińskich tabletów spowodowana tym, że matryca jest za słabo przytwierdzona do górnej części i przy naciskaniu przy krawędzi widać, jak ekran 'wgniata' się i tworzą się artefakty na ekranie (jak przy przyciskaniu palcem monitora LCD). Nie powoduje to większych problemów, ale może być przyczyną uszkodzenia tabletu w przyszłości.
Na pokładzie zainstalowany jest Android 2.2 dostosowany do tanich tabletów. Na górnej belce znajdują się ponownie przyciski menu, powrotu, home, głośności i aparatu (kamerki), co jest dość fajne, bo pozwala na szybki dostęp bez wymacywania gdzie znajdował się fizyczny guzik. Klasyczny ekran Home jest dość kiepski, ale wgranie LauncherPro bardzo szybko poprawiło komfort użytkowania tabletu. W ustawieniach dodano konfigurację Ethernet i kilka innych drobiazgów, nic bardziej interesującego. Do tego ustawienia WiFi wyciągnięto jako aplikacja na launcherze co pozwala na szybszy dostęp - to akurat plus.
Największą wadą jest brak wsparcia dla aplikacji. Jeśli tak jak ja używasz Blipa to się srogo zawiedziesz - żadna z trzech aplikacji nie zadziała na tablecie. Tak samo brakuje tabletowej wersji Dolphin Browsera (a Opera sobie beznadziejnie radzi z JS). Nie liczyłbym też na wsparcie Flasha, ale to chyba raczej oczywiste.
Ta część tabletu to niestety dość smutny żart. Zostawianie włączonego urządzenia na dłużej niż pół godzinki to szaleństwo, tym bardziej jeśli zapomnimy wyłączyć WiFi - wyładowuje się po kilku godzinach. Czasu pracy nie mierzyłem, ale na jedną książkę z wyłączonym WiFi powinno wystarczyć. Raczej nie jest to urządzenie mobilne, bo łyka baterię w zdecydowanie zbyt szybkim tempie.
Tutaj ciężko jest mi wydać jednoznaczną opinię. Nie korzystałem z żadnych Linpacków, ale z własnego użytkowania widzę, że tablet do najszybszych nie należy. Tyle, żeby poczytać coś i pooglądać strony na luzie, ale nie radziłbym próbować w cokolwiek pograć (przeszkadza w tym zresztą ekran). Oryginalny launcher wydaje się nieco przymulać, LauncherPro działa już ok. Czasami zdarza mu się nieco 'przyciąć' i musi się chwilę zastanowić, ale nic straszniejszego. Przycisku "reset" jeszcze nie musiałem używać ;)
Tablet jest ok, jeśli oczekujemy czegoś, żeby pooglądać internet / poczytać książki. Do oglądania filmów raczej się nie nadaje (nie testowałem, ale procek jest dość wolny), tak samo jak nie oczekiwałbym urządzenia do długich podróży pociągiem. Tyle, żeby walnąć się wieczorem na kanapę i przejrzeć RSSy jest idealny. Do czytania zwykłych książek lepiej było by kupić większego Kindle'a. Do bardziej wymagających zabaw raczej polecałbym iPada (wersja pierwsza kosztuje raptem 2x więcej)
Zawiodła mnie przede wszystkim bateria reklamowana jako bardziej wytrzymała. Generalnie z zakupu za te pieniądze jestem zadowolony, chociaż pewnie na gwiazdkę wymienię go na lepszy model. Jeśli szukacie prostej low-endowej zabawki z polskim serwisem i nie chcecie zapłacić za dużo, mogę spokojnie polecić. Jeśli jednak oczekujesz zajebistej płynności działania, super-responsywnego ekranu, szybkich i płynnych animacji itd za 600 zł to stuknij się w główkę i odłóż więcej pieniędzy.
Hej, nie umarłem, żyję nadal, prace nad Joggerem 3 chwilowo wstrzymane (przepraszam, praca + matura :( wrócę do niego jak mi się ustatkuje sytuacja materialna), ale ja dziś nie o tym.
Przez długi-długi okres czasu odtwarzając filmy we Flashu, można było równocześnie skorzystać z dobrodziejstw ich wygodnego cache'owania. Gdy odpalaliśmy coś w YouTube, Vimeo czy Pornhubie (już ja wiem co ludzie robią z szerokopasmowym internetem ;)), plik flv z filmem był zapisywany jako /tmp/Flash[id] gdzie [id] to były znaki z serii A-Z, a-z i 0-9.
Od jakiegoś czasu jednak, Flash zapisuje takie dane w nieco inny sposób, częściowo niejawnie. Wejście do katalogu /tmp udowodni nam, że plików tam nie ma, a jednak jakimś sposobem na dysku zapisywane są. Jak?
Otóż jakiś cwany developer postanowił wykorzystać linuksowe uchwyty do pliku. Polega to na tym, że Flash tworzy jakiś plik, a następnie go kasuje nie usuwając uchwytu. Miejsce jest dalej zaalokowane jak trzeba, dane nadal można tam zapisać i czytać, ale plik nie istnieje w formie pliku, a po zamknięciu uchwytu staje się po prostu wolną przestrzenią dyskową.
Ale zaraz, to w takim razie w jaki sposób można dobrać się do tych danych? Otóż bardzo prosto. Sposób wykorzystany przez sprytnego developera jest mieczem obosiecznym - uchwyty do plików muszą istnieć, więc są gdzieś zapisywane ;) Co ciekawe, żeby się do nich dobrać nie trzeba używać skomplikowanych procedur, strace czy zewnętrznych programów - lista uchwytów do plików danego procesu jest tworzona w /proc/ID/fd/ .
Czyli mamy prostą metodę. Zakładając, że korzystamy z Google Chrome, robimy:
$ ps -eo pid,command | grep flashplayer
I szukamy naszego flashplugina, który w Chrome jest - jak wszystko co tylko się dało - osobnym procesem. U mnie wyglądało to następująco:
12449 /opt/google/chrome/chrome --type=plugin --plugin-path=/opt/google/chrome/libgcflashplayer.so --lang=pl --plugin-data-dir=/home/d4rky/.config/google-chrome/Default --channel=5017.0x11a036c0.344273884
W przypadku przeglądarek nie rozbijających wszystko na części pierwsze, interesuje nas proces samej przeglądarki, czyli np:
$ ps -eo pid,command | grep firefox 26698 /usr/lib/iceweasel/firefox-bin
Mając już do dyspozycji ID procesu, wchodzimy do - w moim przypadku - /proc/12449/fd i zobaczmy co mamy tam za cuda:
$ ls -ltr | grep Flash lrwx------ 1 d4rky d4rky 64 02-26 18:32 23 -> /tmp/FlashXXQyI8lK (deleted)
A tuś mi bratku! Okazuje się, że pliki są nazywane po staremu, tylko stosowana jest sztuczka z uchwytami ;)
Co teraz zrobić, skoro mamy już uchwyt? Proste, wystarczy traktować go jak każdy inny plik. Wskazuje nadal na poprawne dane, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobić tak:
cp /proc/12449/fd/23 "/home/d4rky/Elvis Prestley - Love me tender.flv"
albo
mplayer /proc/12449/fd/23
I voila! Magicznie odzyskujemy zdolność warezo... tzn "tworzenia kopii zapasowych" filmików z sieci. Prawda, że łatwe? ;)
Sposób odnaleziony na jakimś klonie StackOverflow.
Zaczęło się od tego, że byłem zmęczony pracą. Postanowiłem usiąść sobie, zrelaksować się i poprojektować trochę designy na kartce papieru. Sięgnąłem po ołówek i odkryłem, że jest niezaostrzony. Wziąłem kolejny - to samo. Wyszło na to, że na 5 ołówków mam 5 albo złamanych, albo całkiem nowych. No tak nie może być! Zabrałem się do poszukiwań...
Wpis został napisany z myślą o systemie Archlinux oraz komórce firmy Nokia. Mimo to warto sprawdzić czy działa na innych konfiguracjach.
Do napisania tej notki zainspirował mnie wyjazd na "wieś" do ojca. Rodzic mój mieszka bowiem w bardzo małej mieścinie / wiosce (kilka domów na krzyż, dookoła las) gdzie dostęp do internetu jest bardzo ograniczony. Żaden poważny provider nie chce bowiem pociągnąć kabli przez co tata zmuszony jest do korzystania z bezprzewodowego modemu EDGE/3G (jak łatwo się domyślić raczej to pierwsze niż drugie). Konfiguracja tego modemu zarównno pod systemem MS Windows jak i Linuksem jest cholernie upierdliwa, więc postanowiłem skorzystać z faktu posiadania komórki w Plusie z pakietami internetowymi.
Jeśli posiadasz komórkę w Plus GSM i jest to Mix lub Simplus (oferta na abonament nie posiada pakietów Internet - niestety) (no, trochę nie miałem racji - pakiety też są i ponoć fajne - przepraszam) to zapewne wiesz, że istnieją pakiety z dodatkowymi usługami. Najpopularniejszy jest na pewno SMS za 1 grosz czyli pakiet 500 SMS za 5 PLN. Są też dwa pakiety - 20 i 50 MB dla starej oferty (MixPlus III) i 25 i 60 MB dla nowej (MixPlus IV). Osobiście uważam nową ofertę za megafail, ponieważ ma ona naliczanie co 100 KB zamiast co 1 bajt tak jak moja (III). Mimo to pakiety są i można z nich korzystać.
Na początku sprawdź, czy ustawienia komórki są poprawne. Tak, dobrze słyszałeś - sprawdź najpierw telefon. Ściągnij ustawienia ze strony Plusa, poustawiaj co trzeba w menu, upewnij się, czy konta danych są ustawione na Internet, a nie na WAP i tak dalej. Gdy sprawdzisz, że wszystko działa, a korzystanie z przeglądarki w komie zmniejsza ilość pozostałą na pakiecie, dopiero przejdź dalej. Znam sytuacje gdy komuś zjadło całą kasę z konta (25 zł) tylko dlatego, że po wgraniu ustawień nie włączył on w konfiguracji korzystania z Internet zamiast WAP. Nie popełnij tego błędu!
Dobrze, mamy gotową komórkę. Ponieważ posiadam Nokię, opis będzie dotyczył jej, twój model telefonu może mieć np inny wpis z /dev. Jeśli chcesz korzystać z Bluetooth to musisz się pobawić samodzielnie, bo nie mam pojęcia jak to zrobić - coś z /dev/rfcomm0, nie znam szczegółów. Opieram sie o swoje doświadczenia z kablem DKU-2. Powinno działać z innymi, może też zadziałać z innymi modelami telefonów.
Zainstaluj paczki: ppp, wvdial. Dopisz do listy ładowanych przez kernel modułów ppp_generic - bez tego wvdial się wykrzaczy. Teraz zapuść wvdialconf. Powinien wygenerować podstawowy plik konfiguracyjny. Zmodyfikuj go dodając pokolorowane linie (reszta to mój plik konfiguracyjny - jeśli coś nie będzie działać, skopiuj całość na chama i podmieniaj kolejne linijki z twoim gotowcem aż zaskoczy):
[Dialer Defaults]
Init2 = ATQ0 V1 E1 S0=0 &C1 &D2 +FCLASS=0
; to może nie być konieczne, muszę sprawdzić
Init3 = AT+CGDCONT=1,"IP","www.plusgsm.pl"
Modem Type = USB Modem
ISDN = 0
Phone = *99#
Modem = /dev/ttyACM0
Baud = 460800
Username = ''
Password = ''
Auto DNS = on
Stupid Mode = on
Niektóre kursy zamiast *99# każą podać numer telefonu w stylu *99***1#. U mnie to nie zadziałało (a zajęło mi dużo czasu szukanie dlaczego), więc pewnie Tobie nie będzie potrzebne (to do wielu punktów dostępu).
Jesteśmy prawie na końcu drogi. Teraz edytuj /etc/resolv.conf i dopisz te dwie linijki:
nameserver 212.2.96.51
nameserver 212.2.96.52
OK, po wpianiu wvdial Internet powinen zaskoczyć. Puść ping google.pl, sprawdź czy strony się ładują itd. Jeśli możesz dostać się do nich po IP, a nie po nazwie domeny, zapomniałeś edytować resolv.conf albo masz upierdliwego dhcpd. Ja go przystopowałem za pomocą chattr +i /etc/resolv.conf, ale na pewno da się to załatwić bardziej elegancko. Jeśli net w ogóle się nie ładuje, upewnij się czy załadowałeś moduł ppp_generic, czy konfiguracja wvdial jest poprawna itd. Gdy wszystko zostało wykonane, a internet nadal nie chce wstać to ci nie pomogę. Google, google, google.
Korzystanie z internetu na laptopie jest drogie. Radzę wyłączyć automatyczne pobieranie obrazków i zainstalować w Firefoksie wtyczki typu NoScript lub Flashblock. Jabber nie powinen kosztować aż tak wiele, ale mimo to radzę się pilnować. Napisałem bardzo prosty skrypt w Bashu, który pomaga "liczyć kilobajty":
#!/bin/bash while true; do echo -ne "\r $(ifconfig ppp0 | awk '/RX bytes/ { print $3$4" "$7$8 }') "; sleep 1; done
Wpis został popełniony na Asusie Eee PC w autobusie PKS Bydgoszcz podczas jazdy z Torunia do Bydgoszczy.