Na Slashdocie pojawił się ostatnio artykuł dotyczący piracenia gier komputerowych. Jeden z developerów najlepiej ostatnio sprzedającej się gry rzucił bardzo radykalne hasło: ignorować piratów. Postanowiłem odnieść się do tego na nerdblogu.
Główne przesłanie Brada Wardella, autora tego stwierdzenia brzmi następująco: gracze, którzy kupują gry nie mają ochoty się z nimi męczyć, a większą szansę powodzenia komercyjnego mają gry, które nie są przeznaczone dla "hardkorowych graczy", a po prostu dla każdego. Cóż, można się z tym zgodzić, ale według mnie nie tędy droga.
Dlaczego właściwie ludzie piracą gry? Z kilku powodów: przede wszystkim cena. Płacenie kilkunastu, czy nawet kilkuset złotych za samo opakowanie to głupota, zwłaszcza jeśli po 2-3 miesiącach tą samą grę będzie można dostać w jakiejś promocji za połowę ceny, a po dalszym pół roku będzie już dostępna za 30-40 zł. Rok po premierze będzie można jej szukać na stoiskach z grami po 10-20 zł. Przepłacają tylko burżuje, a tych jest zawsze najmniej. Inni w dniu premiery wolą poszukać na torrencie. I tutaj naprawdę proszę, oszczędźcie mi tych głodnych kawałków o biednych developerach - jeśli gra jest dobra, to można ją wydać nawet za 10 zł i nadal się zwróci, a cena zadziała jako kolejny czynnik zwiększający sprzedaż. Trent Reznor z Nine Inch Nails udowodnił już, że taki model sprzedaży naprawdę działa i dobry content potrafi sam się wypromować.
Drugą ważną sprawą, którą właściwie poruszyłem przy pierwszej jest brak konkurencyjności. Często zdarza się, że gra kupiona w sklepie będzie się różniła od tej z torrenta tylko nośnikiem, bo w samym pudełku znajdziemy śmieciowatą, wydrukowaną jak najtaniej instrukcję i trochę drobiazgów. Nie tędy droga! Żeby zachęcić gracza do zakupu potrzeba trochę więcej niż słabo wypalona płyta. Opakowania z grami powinny zachęcać do zakupu dodatkami. Dobrym przykładem jest tutaj Gothic 3, który do samej gry dodał jeszcze naprawdę fajną, dużą, rozkładaną mapę świata. Gdybym miał odpowiedniego peceta, może nawet szarpnąłbym się na zakup. Na tym się nie powinno kończyć - zastanówcie się jakim wzięciem cieszą się edycje kolekcjonerskie. A co, jeśli do gry dorzucano by jeszcze jakiś fajny gadżet związany z grą? Swego czasu do gry Hidden & Dangerous dodawali fajną czapeczkę, a całość kosztowała chyba 40 zł.
Trzecie, co przyciąga graczy to rzeczy, które możesz dostać tylko po kupieniu gry. Za przykład świeci tutaj znienawidzony Steam czy Battlenet. Często gry te są kupowane tylko dla tych magicznych CD-Keyów, dzięki którym mamy dostęp do grania po sieci. Nie jest to gamer-friendly podejście do sprawy, ale jest skuteczne. W połączeniu z możliwie niską ceną samej gry działa bardzo "stymulująco" na potencjalnych graczy. Tak, granie po sieci jest cholernie przyjemne, zwłaszcza z grupką znajomych. Znam co najmniej kilkanaście osób, którek upiły oryginalnego Counter-Strike, żeby grać po Steamie, przy czym cena za oryginał wynosiła chyba 49 zł. więc nawet znośnie, jeśli weźmie się pod uwagę jakość i długość rozrywki. Jednak się da, hm?
Dalej - sztucznie podbijane wymagania sprzętowe. Rozumiem, że większość "hardkorowych graczy" ma procesory kilkurdzeniowe, nowoczesne karty graficzne i kupę innego szmelcu, ale znam też sporo osób ze słabszymi kompami, które chciałyby pograć. Usunięcie części efektów, obniżenie jakości tekstur i obniżenie jakości modeli żeby działało na słabszym kompie naprawdę aż takie trudne nie jest. Rozumiem, że są takie gry, których zoptymalizować się po prostu nie da, ale jak czytam, że Wiedźmin wymaga Intel Core 2 Duo 2.13 i 2 GB RAMU, żeby płynnie działał, a grafikę ma moim skromnym zdaniem niewiele lepszą od niektórych koreańskich MMORPG, które chodziły płynnie na Athlonie 1.6 GHz, to nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. Może dla niektórych wymagania gry są wyznacznikiem jej jakości, ale dla mnie zdecydowanie nie.
Wnioski? Dobre gry obronią się same i nie potrzebują do tego niewiadomo jakich cen, zabezpieczeń i innych potworów przeszkadzających w legalnym graniu. Przykre tylko, że nadal wydają szajsowate gry i promują je jako niewiadomo co, ale miejmy nadzieję, że prąd zmian społecznych dotknie i ten sektor technologii komputerowych. Tak. Nadzieję.
Reklamy: sklep komputerowy ,
Masz rację, choć co do porównania z Nine Inch Nails to bym się spierał. Oni tworzą muzykę, bo to kochają, także dla siebie. Wytwórnie wydające gry po prostu zatrudniają programistów, aby dla nich dane rzeczy pisali. To jest jednak trochę co innego.
BTW – piractwo wspiera developerów. Pomyśl. Jeśli nie sprzedadzą ani jednej kopii, bo wszystko pójdzie na torrenty, to nie zarobią ani złotówki (czy innej tam waluty). Więc będą musieli wyprodukować następną grę i tak w kółeczko.
Drnkr – jak mam kase i widze dobra gre, to ja kupuje, a nie sciagam. Nie stac mnie na placenie 50+ zl za gre, ale serie Fallout za 20 zl kupilem bez mrugniecia okiem (pierwsze co zrobilem jak zobaczylem). Co do tego wspierania – no nie do konca, jak wytwornia padnie to nie bedize komu. Ale moze to i lepiej, prawa rynku sa jak ewolucja – odrzucaja slabsze osobniki i promuja tych, ktorzy robia cos porzadnego.
Walker – chodzilo mi o zarobki. Czytales ile zarobili na tym interesie?
Za przeproszeniem, pierdolisz jak mało kto. I nie mam tutaj na myśli jakichś wyuzdanych zabaw seksualnych.
Co do ceny – gry nie są priorytetem. Czemu nie pijesz jakiegoś ścierwa z Tesco o kolorze Pepsi i nie jesz nonstop paluszków rybnych marki Biedronka, za 0.99zł za kilogram? Na jedzenie, które ma takie same wartości odżywcze, jak to z niższej półki, już stać, ale na rozrywkę, która jak wiemy, jest dobrem luksusowym, a nie dobrem podstawowym, już nie? To nie graj. Nikt Ci nie każe grać. Na marginesie – obecnie do 75% gier wydawanych przez np. CDProjekt dodawane są jakieś gadżety. Żeby nie wspomnieć o samym Wiedźminie, którego wersja podstawowa miała więcej bajerów niż duża część wersji kolekcjonerskich.
Porównanie do Trenta Reznora z deka nie trafione – żeby nagrać płytę obecnie wystarczy komp z mikrofonem i softem do miksowania i instrumenty. Niestety w przypadku bardziej zaawansowanych gier już nie wystarczy komputer z jakimś tam darmowym kompilatorem. Trzeba wydać kasę na licencje, chociażby samego Havoka bądź innego silnika fizycznego/graficznego. Poza tym fajnie być „hojną” gwiazdą gdy ma się w portfelu kasę z poprzednich płyt.
Brak konkurencyjności? Może niech wszyscy od razu zakładają, że ich główną „konkurencją” będą złodzieje, którzy sprzedają ich własny spiracony soft.
Sztuczne podbijanie wymagań sprzętowych? Tutaj się trochę zgodzę, bo duża część gier ma naprawdę niezoptymalizowany kod. Ale świat idzie do przodu, nawet samochody się wymienia już nie co 10-15 lat, ale co 2-3 lata. Silniki graficzne oferują coraz bogatszą gamę efektów graficznych, a same gry mają coraz bardziej skomplikowane silniki obliczeniowe. A to pociąga za sobą silniejsze procesory i karty grafiki. Chociaż ten wyścig jeśli o to chodzi, jest naprawdę chory. Znasz sporo osób, które mają słabsze kompy i chciałyby pograć? Niech grają w gry, które miały premierę gdy kupili komputer, nikt im nie broni grać.
Sam jestem przeciwko wszelkim zabezpieczeniom, bo one więcej przeszkadzają niż pomagają uczciwym graczom. Ale piractwo to kradzież. I tyle. Nie ma co do tego dorabiać filozofii – że cena, że brak dodatków. Kurwa, nie stać Cię to nie graj. Może weź jeszcze podkradaj jedzenie z ekskluzywnych restauracji, bo „Cię nie stać na nie, a chętnie byś zjadł homara z ostrygami”, albo książki z księgarni „bo chętnie byś przeczytał, co tam w nowym Herbecie słychać”. Nie masz kasy, to graj w darmowe gry, albo nie graj w ogóle.
@drnkr – a jak nie sprzedadzą tej gry, to co włożą do garnka? Może płyty z tłoczni niech wpierdalają? Nikt nie kupuje nie ma zysków są straty. Więc niby za co mają kolejne gry robić. Inna sprawa, że jak są przygłupami i napisali totalnego kaszana, to niech rzeczywiście te gówniane płyty wpierdalają.
Darky: Najwyraźniej nie wiesz ile kosztuje wyprodukowanie gry i ile osób przy niej pracuje. Oczywiście zdarzają się fajne gry za $29,95 ale ich autorzy najczęściej latami klepią biedę i mieszkają u rodziców (np. Introversion Software dopiero po Defconie wyszedł na prostą).
Mówisz o braku konkurencyjności ale oni tego nie robią dla zabawy – musi im się to opłacać a każdy gadżet to dodatkowy koszt.
Steam i Battlenet to dwie najfajniejsze rzeczy jakie widziałem od dawna. Battlenet dlatego, że w cenie gry dostajesz dopracowane miejsce spotkać do gry sieciowej a Steam.. Steam robi wszystko – kupisz sobie grę przez niego, ściągniesz, pogadasz ze znajomymi etc.
(Ja osobiście jestem przeciwnikiem wszelkich pudełek, pseudo gadżetów itp. – jak chcę książkę to sobie kupuję, chcę kubek to też sobie kupię.. co mi po nalepce?).
„Steam robi wszystko – kupisz sobie grę przez niego, ściągniesz, pogadasz ze znajomymi etc.”
dokładnie, Steam jest zajebisty, i w e-dystrybucji widzę przyszłość gier ;), ja kupuję gry nie dlatego że chcę mieć jakieś pudełko które sie zakurzy po 2 latach, ale dlatego że chcę wyrazić tym czynem mój podziw dla twórcy danej gry i Steam mi to umożliwia mimo że nie gram w multiplayera prawie w ogóle.
jeszcze trzeba wspomnieć że gry na steamie są najczęściej pozbawione dodatkowych ssących zabezpieczeń, wystarczy autoryzacja w systemie Valve, przykładowo: trackmania unlimited standardowo ma starforca, ale w steamie już nie… ;)
Cena? O czym tu mówić? Ustala ją producent i ma prawo ustalić ją na takim poziomie, jaki uzna za stosowny? Proste? Może się ona komuś nie podobać, ale to jego problem. Nie pasuje – nie kupuj. Proste.
@lsr: No jest o czym mówić, bo to producentowi zależy w pierwszej kolejności, aby tę grę kupić.
„Płacenie kilkunastu, czy nawet kilkuset złotych za samo opakowanie to głupota, zwłaszcza jeśli po 2-3 miesiącach tą samą grę będzie można dostać w jakiejś promocji za połowę ceny, a po dalszym pół roku będzie już dostępna za 30-40 zł. Rok po premierze będzie można jej szukać na stoiskach z grami po 10-20 zł.”
Płacisz, za grę, nie opakowanie. To, że cena będzie spadać jest logiczne – jeśli nie stać Cię teraz, kup za pół roku, a teraz kup to, co miałeś kupić wcześniej.
cimlik – wychodze z tego samego zalozenia, ale producenci strasznie jecza, ze gry sie wolno sprzedaja
IMO dobrym modelem sprzedaży gier jest abonament. Ale nie taki „płać i spierdalaj”, tylko to co robi Blizzard z WoWem – płacę jakieś 30 zeta miesięcznie, ale za to mam support 24/7 i raz na 2-3 miechy wychodzi nowy patch z nowymi rzeczami.
Abonament tylko w przypadku gier MMo jest dobry, po co płacić abonament za singla? Bez przesady. A gry MMO ssą niestety więc problem rozwiązany ;)
Wiesz, większość gier i tak jest sieciowa, więc coś na modłę Battle.net z abonamentem by było ok.
Zapomniałem powiedzieć, że klient WoWa jest darmowy – płaci się tylko abonament.
No tak z tym że w większości gier można grać w singla, a płacenie za multi które trzeba u siebie hostować, lub są hostowane serwery przez innych graczy jest moim zdaniem pomysłem debilnym. Co innego jeśli wydawca gry udostępnia serwery, ale z takim czymś się właściwie tylko w MMO spotkałem ;)
Jedno jest pewne – piractwo jest przestępstwem. Jeśli ktoś nie może sobie pozwolić na taki wydatek, a chce być uczciwy niech nie gra.
Ale nie potępiam piratów. Trudno oczekiwać, żeby fan, np. strategii płacił 150 złociszy, żeby sobie pograć w najnowszy hit.
Mała uwaga, wszystkie lepsze gry maja teraz multiplayer i klucze są sprawdzane co za tym idzie wzrasta liczba oryginalnych kopii :-).
No tak, chcesz mieć pudełko, dodatki, działający multi i coś żeby odgonić policjanta, to wydaj te parę złotych na grę. Tylko że teraz te parę złotych to nierzadko 130 zł, jak to jest 80 zł to już można mówić o szczęściu (w przypadku nowych gier). Ja rozumiem, wyraża się podziw dla twórców gier, itd. No czaję, sam tak robię z muzyką. Ale jak usłyszałem o gierce na DreamCast’a za 700 zeta to na dupie usiadłem. Poza tym wiesz, Fallout 20 złotych i git, też kupiłem (obowiązek :), no ale jakbym chciał sobie pograć w kilka nowszych gier, to już mamy 1600, czy 1800 zeta na konsolę (bo komp faajny, ale mnie chuj strzela jak mi wyskakują komunikaty w stylu ‘Aby uruchomić grę zainstaluj X w wersji 2.0’... Hmm, ale ja mam X w wersji 3.2.., no i po roku możesz już sobie kupować nowego kompa.. Lub grać w gry sprzed roku), dalej gra 200+ złotych, następna kolejne 200+. W przypadku PieCów jest lepiej, 50-80-100, dalej to już trochę głupota. Może był mały offtop i w ogóle się czepiam, ale posłuchajcie:
Byłem ostatnio w naszym kochanym głównym Empiku w mieście. Wyczaiłem tam album świetnego zespołu, który niedawno poznałem. To był album best of ze wszystkich ich płyt oprócz ostatniej. Kurdę, no taki bogaty nie jestem żeby kupić wszystkie te płyty, może kupię tę jedną best of i tyle? Po chwili szukania znalazłem drugą IDENTYCZNĄ płytę. Różnica – ta za 65 zeta to 1 płyta CD w plastikowym grubym standardowym opakowaniu. Ta druga to identyczna 1 płyta CD za 35 zeta.. W innym opakowaniu, też sztywnym itd. I oni nie zdzierają na nas kasy, hm? 30 zeta za pudełko . No chyba psa wyprowadza
Wiem, jak mnie nie stać, to mam spierdalać.. Genialnie. Jakby zrobili wszystko tańsze, tak naprawdę zarobiliby, bo byłoby więcej klientów. Business is business.
Jeśli chodzi o muzykę to inna bajka – tutaj już zdzierają wytwórnie, nie sami autorzy.
Co do gier na PC – już naprawdę rzedko się zdarza żeby coś kosztowało 100zł i w górę (nie liczac edycji kolekcjonerskich).
Ja osobiście mało gram, ale jeśli już to faktycznie, zdarza mi sie ściągnąć gierkę. Z tym że u mnie to działa jak demko – chcę zobaczyć co i jak wygląda w pełnej wersji, co dostanę za to 90zł i czy mi się spodoba. Jeśli tak – kupuję oryginał. Tak było ostatnio z WH: MoC, WH40k, Cywilizacją 4. Czasami kupię hurtem kilka nowych gierek za 20zł (obecnie wyprzedają ekstra klasykę) i nawet jeśli pogram w nie 3-4 godziny to i tak więcej niż siedziałbym za te same pieniądze np. w kinie (aczkolwiek i tam zdarza mi się zawitać czasami :) ).
Ech kolego, zapraszam do studia GPP w Łodzi z chęci zafunduję ci wycieczkę. Może wtedy przestaniesz pocić swoje pomysły, zresztą mocno dziecinne i bez najmniejszego pokrycia z doświadczeniem lub jaką kolwiek wiedzą. Wyprodukowanie gry i sprzedaż za 10zł w Polsce przynajmniej w grę nie w chodzi bo nie zwrócą się nawet koszty projektu okładki. Domyślam się również że nie masz pojęcia ilu ludzi pracuję w takim studiu oraz jaka jest minimalna średnia krajowa. Widać że nie masz również pojęcia o procesie marketingowym typu dodatki itd. I myślę również że nie powinieneś się na ten temat wypowiadać bo jest to okrutnie ciężka i monotonna praca zwłaszcza gdy tydzień przed wydaniem przekopujesz „tony” kodu w poszukiwaniu maleńkiej pierdoły która nie spodobała się wydawcy. Nie myl polskich wydawców z Electronics Arts. A nawet takie EA też nie robi majątku na grach. A ceny gier są takie bo licencje też kosztująi to często w milionach. Jak poszukasz to zobaczysz ile sobie życzy koncern BMW za umieszczenie ich samochodu w jakiejkolwiek grze. Nie pisz o czymś o czym nie masz pojęcia i wyjdź z domu. Na bloga trafiłem z google. Kilka ciekawych skryptów. A banowanie ludzi za odmienne zdanie, żałosne.
19-letni geek-webdesigner uczęszczający do ZSE w Bydgoszczy. więcej...
Drnkr
Zauważ, że większość ludzi, którzy piracą gry są nastawieni w sposób „Złap-je-wszystkie”. Potem jeszcze mają czelność narzekać na ceny – czemu? Nie starczy ci kasy na wszystkie możliwe giery? Ssij, takie jest życie. Kup sobie jedną. I chuj.